Dużo się mówi o nadmiernym obciążaniu Bartka Kurka w Rzeszowie. W każdym meczu gra i atakuje po kilkadziesiąt razy. Pana to martwi?
- Wcale. Po pierwsze najlepszą formą treningu jest zawsze mecz i to, że Bartek gra co trzy dni w podstawowej szóstce, jest bardzo dobre dla niego. Każda trudna piłka sytuacyjna, każda piłka setowa czy meczowa czy w końcówce granej na przewagi to jest dla niego nauką. Każdy jego atak, zagrywka, blok czy nawet obrona to jest nabieranie doświadczenia. I, po drugie, widać efekty - Bartek robi imponujące postępy i jest coraz lepszy. A nie zapominajmy, że to jest wciąż świeżo upieczony atakujący i ta pozycja jest cały czas dla niego nowością, dlatego im więcej doświadczeń meczowych, tym lepiej.
A o jakichś reprezentantów się pan martwi?
- Tak, o Rafała Buszka, bo on nie gra. Rozmawiałem nawet z Fefe na ten temat, z ciekawości. On ma inną wizję szóstki i mi to wytłumaczył. Nic nie mogę na to poradzić, zwłaszcza jak wszystko wygrywa (śmiech). Każdy trener klubowy podejmuje takie decyzje samodzielnie. Martwię się też o Mateusza Mikę, on gra nieprzerwanie już od dwóch lat. Widać po nim zmęczenie i to się też odbija na jego zdrowiu, a już miał przecież problemy z kolanem przed Pucharem Świata, które nie są do końca wyleczone. Ale oczywiście patrząc z drugiej strony ma nieustannie na sobie presję i odpowiedzialność, gra o dużą stawkę, i w klubie i w kadrze oczekiwania w stosunku do niego są bardzo wysokie, a to rozwija. Dzięki temu staje się coraz dojrzalszym siatkarzem, takim, który może w pojedynkę odmienić losy meczu.