Wrocławscy kibice z największym zaciekawieniem wypatrują debiutu Ryota Morioki. - Powiedziałem mu, że ma dawać napastnikom tak dużo podań, aż usłyszy od. nich: „Odczep się ode mnie" - śmieje się Szukiełowicz. Japończyk ma być kreatorem, gry tak, jak kiedyś Sebastian Mila, z jedną ważną różnicą. Mila wykonywał niemal wszystkie stałe fragmenty gry w pobliżu bramki przeciwnika. Japończyk raczej ma tego nie robić, choć ponoć w tym elemencie też jest niezły. - Niech nie zabiera chleba innym. W zespole jest wielu graczy, którzy to potrafią - dodaje trener wrocławian.