Które nawyki japońskie najbardziej cię zszokowały?
Wchodzę do klubu, zaglądam tu i tam, a nagle gość przestraszony, że w ogóle musi zwrócić mi uwagę, mówi, że muszę ściągnąć buty. Pamiętam materiał Rosłonia o Szczęsnym oraz Fabiańskim i w Arsenalu – Wenger w końcu pracował w Japonii – chyba też tak jest. Ukłon w stronę sprzątaczek. Pamiętam szatnię jesienią w Ruchu. Wychodziłeś wykąpany, a zaraz znowu byłeś brudny, bo cała podłoga uwalona. W Japonii masz strefę, gdzie panuje syf, ale obok jest wręcz sterylnie. Nawet w klapkach nie możesz pójść w niektóre miejsca. Obowiązują też strefy ciszy, gdzie możesz się porozumiewać tylko szeptem. No i słynne prysznice. Zanim wyjechałem, czytałem wywiad ze Świerczewskim lub Frankowskim. Dziwili się, że wchodzą pod prysznic, a tam wszyscy na siedząco, bo uchwyt do pasa. Siłą rzeczy musisz siąść na taborecie, żeby się opłukać. Teraz jest już wybór. Moja dziewczyna miała też ciekawą przygodę w sklepie z odzieżą. Zanim kobiety przymierzą koszulkę, muszą założyć worek, by nie ubrudzić makijażem. Zdarza się też – choć to nie reguła – że nie przymierzysz t-shirtu, bo możesz być spocony. Kupujesz na oko, ale potem możesz zwrócić. Ciekawie bywa też w hotelach – wybierasz styl japoński lub europejski. W pierwszym wchodzisz do pokoju i masz na łóżku rozłożoną piżamę. Wszyscy tak chodzą po budynku. W europejskim też jest taka możliwość, ale nie obowiązek.
Przed sezonem mieliśmy szkolenie z komunikacji. Przyjechała kobieta z lokalnej federacji. Japończyk dogada się z Japończykiem bez słów, ale z Europejczykiem niekoniecznie. Problem pojawia się, gdy myśli po japońsku, a mówi po angielsku. W federacji zauważyli ten kłopot i prowadzą specjalne szkolenia, by to naprostować. Niezłe tam były kwiatki. Siedliśmy z Adą i Jayem z tyłu, bo z rozmowy babka wywnioskowała, że nie mamy problemu, a Japończyków przepytywała na zasadzie: in the picture I can see. Jest obraz, na nim małe dziecko. Co widzisz na obrazku? Dziecko. Nie powie, co dziecko robi, ani gdzie jest. Po prostu dziecko. Więcej nie trzeba. Tacy są Japończycy, ale w normalnej komunikacji trzeba czasem coś umiejscowić. Mają problem z opisywaniem przestrzeni, ale i samym językiem. Bo skoro sam nauczyciel sobie z tym nie radzi, to jak ma to opanować uczeń?
Na logikę wszyscy powinni tam mówić po angielsku. Choćby ze względu na te wszystkie technologie.
Dlatego nauczyciel angielskiego to jeden z popularniejszych zawodów Polaków mieszkających w Japonii.
結果 (
日本語) 1:
[コピー]コピーしました!
Które nawyki japońskie najbardziej cię zszokowały?Wchodzę do klubu, zaglądam tu i tam, a nagle gość przestraszony, że w ogóle musi zwrócić mi uwagę, mówi, że muszę ściągnąć buty. Pamiętam materiał Rosłonia o Szczęsnym oraz Fabiańskim i w Arsenalu – Wenger w końcu pracował w Japonii – chyba też tak jest. Ukłon w stronę sprzątaczek. Pamiętam szatnię jesienią w Ruchu. Wychodziłeś wykąpany, a zaraz znowu byłeś brudny, bo cała podłoga uwalona. W Japonii masz strefę, gdzie panuje syf, ale obok jest wręcz sterylnie. Nawet w klapkach nie możesz pójść w niektóre miejsca. Obowiązują też strefy ciszy, gdzie możesz się porozumiewać tylko szeptem. No i słynne prysznice. Zanim wyjechałem, czytałem wywiad ze Świerczewskim lub Frankowskim. Dziwili się, że wchodzą pod prysznic, a tam wszyscy na siedząco, bo uchwyt do pasa. Siłą rzeczy musisz siąść na taborecie, żeby się opłukać. Teraz jest już wybór. Moja dziewczyna miała też ciekawą przygodę w sklepie z odzieżą. Zanim kobiety przymierzą koszulkę, muszą założyć worek, by nie ubrudzić makijażem. Zdarza się też – choć to nie reguła – że nie przymierzysz t-shirtu, bo możesz być spocony. Kupujesz na oko, ale potem możesz zwrócić. Ciekawie bywa też w hotelach – wybierasz styl japoński lub europejski. W pierwszym wchodzisz do pokoju i masz na łóżku rozłożoną piżamę. Wszyscy tak chodzą po budynku. W europejskim też jest taka możliwość, ale nie obowiązek.Przed sezonem mieliśmy szkolenie z komunikacji. Przyjechała kobieta z lokalnej federacji. Japończyk dogada się z Japończykiem bez słów, ale z Europejczykiem niekoniecznie. Problem pojawia się, gdy myśli po japońsku, a mówi po angielsku. W federacji zauważyli ten kłopot i prowadzą specjalne szkolenia, by to naprostować. Niezłe tam były kwiatki. Siedliśmy z Adą i Jayem z tyłu, bo z rozmowy babka wywnioskowała, że nie mamy problemu, a Japończyków przepytywała na zasadzie: in the picture I can see. Jest obraz, na nim małe dziecko. Co widzisz na obrazku? Dziecko. Nie powie, co dziecko robi, ani gdzie jest. Po prostu dziecko. Więcej nie trzeba. Tacy są Japończycy, ale w normalnej komunikacji trzeba czasem coś umiejscowić. Mają problem z opisywaniem przestrzeni, ale i samym językiem. Bo skoro sam nauczyciel sobie z tym nie radzi, to jak ma to opanować uczeń?Na logikę wszyscy powinni tam mówić po angielsku. Choćby ze względu na te wszystkie technologie.Dlatego nauczyciel angielskiego to jeden z popularniejszych zawodów Polaków mieszkających w Japonii.
翻訳されて、しばらくお待ちください..
